Każde dziecko ma ulubiony przedmiot w szkole, jednak w pewnym momencie pojawia się również ten, z którym ma problemy. Czasem jest to wina braku zrozumienia jednego zagadnienia i narastających później zaległości, ale zdarza się również, że dziecko nie ma po prostu talentu do danego przedmiotu, a z kolei nauczycielowi brakuje talentu do tego, aby dane zagadnienie wyjaśnić w prosty sposób. Właśnie wtedy najbardziej potrzebna jest mu pomoc.

Należy jednak pamiętać, że wyręczanie młodej osoby w jej obowiązkach nie jest pomocą. Jest to postępowanie szkodliwe, ponieważ dziecko nie uczy się radzenia sobie w sytuacji sprawiającej trudność. Młoda osoba uznaje, że jeśli coś jej nie wychodzi, to może zrzucić taką rzecz na kogoś innego. W starszym wieku dochodzi nawet do zlecania pisania wypracowań, a nawet prac magisterskich, które oczywiście podpisywane są nazwiskiem ucznia czy studenta, który zostanie za taką pracę oceniony. Tak rodzi się pokolenie osób, które już od najmłodszych lat są uczone tego, że nie trzeba się starać o dobre wyniki w szkole czy na studiach, skoro można za nie zapłacić.
Prowadzona od kilku miesięcy akcja edukacyjna "Pomaga, nie szkodzę!" ma na celu uświadomienie ludziom skali tego zjawiska. Uświadomienie tego, że pisanie za nich prac domowych, maturalnych, zaliczeniowych, a nawet prac licencjackich i magisterskich, jest psuciem młodych ludzi, którzy są przecież przyszłością naszego kraju.
Młodzi ludzie zlecający pisanie za nich prac powinni zrozumieć, że jest to droga jedynie ku poprawie ocen, a nie zyskaniu własnej wiedzy i rozwoju kreatywności, które przydadzą im się przyszłości. Będąc dzieckiem nie każdy zdaje sobie sprawę, że przyszłość zweryfikuje przynajmniej część wiedzy, jaką uzyskuje się w szkole, dlatego to dorośli powinni czuwać nad postępowaniem młodych ludzi i nie pozwalać na taki proceder.
Nad akcją powinni zastanowić się również sami nauczyciele szkół, którzy - celowo bądź nie - przymykają oko na problem oddawania do oceny cudzych prac. A przecież w wielu przypadkach mamy do czynienia z kopiowaniem na tzw. żywca prac dostępnych w internecie, których to znalezienie wymaga zaledwie chwili. Czemu tak niewielu nauczycieli korzysta z tej możliwości? Czemu wygodniej jest zaliczyć pracę bez robienia uczniowi problemów, zamiast egzekwować takie naruszenia już u najmłodszych uczniów? Być może tak jest po prostu wygodniej, jednak mamy nadzieję na to, że przynajmniej podczas lektury tego materiału, część osób przekona się do tego, że tak poważnego problemu nie wolno lekceważyć.